środa, 7 stycznia 2015

Rozdzial 2 Who says -punkt widzenia Vanessy i kto wie, czy Nathan zmieni swoj charakter...


Wlaczcie sobie ta  piosenke ! :D

Nazywam sie  Vanessa Hugdens i mam 19 lat. Mam gdzies, co swiat mysli o mnie. Robie to ,co mi sie podoba-a jak komus  nie pasuje, to niech spada. Przejelam dom Ari, tej nieszczesnej naiwnej dziewczyny co nabiera  wszystkich chlopakow, ze jest niewidoma! Co   z niej za suka! Nienawidze jej! Teraz pewnie sie gdzies  wloczy. Nikt nie przyjmie takiej jak ona.  Przeciez ja  wygladam lepiej od niej. - wszystko mam  tego,czego jej brakuje Zaczelam sie szykowac i uslyszalam,ze  ktos  puscil muzyke- moglam byc najwredniejsza osoba na swiecie ale i tak zawsze kochalam  spiewac. Czulam sie jak prawdziwa  dziewczyna,a nie jej wrak-tutaj wspominam o Ari! Popatrzylam w lustro i pomyslalam: piekna jestes! Cudna!-podziwialam sie  z kazdej strony. Gotowa  do wyjscia rzucilam jeszcze  okiem na siebie. Po  prostu super! Brakuje  jeszcze tylko usmiechu,ale to sie zalatwi.
Spotkalam Nathana rownie zlego jak ja. -Heeej masz moze jakis alkohol-zapytal juz troche wstawiony.-Taaak.-mowie. Siadamy gdzies i pijemy. Po kilku lykach mocnej wodki nie bylam w stanie utrzymac sie na nogach. -Hmmm.-zdolal  tylko powiedziec. I nic wiecej. Urwal mi sie film.
...
Odzyskalam  przytomnosc po jakims dluzszym czasie. Zaczela mnie strasznie bolec  glowa.
-Ugh,nienawidze kaca.-powiedzialam,probujac  wstac. Jednak nie udalo mi sie tego zrobic.
-Ugh...-powiedzial Nathan. Nie wiem, co sie stalo,ale jakims cudem znajdowalam sie w domu.
Polecialam do kibla i zwrocilam  wszystko, co wypilam. Potem polozylam sie. -Nic nie pamietam poza nasza krotka rozmowa.-powiedzial on.- Ja tez nie. Wezme  lekarstwa przeciwbolowe.-mowie.
-Daj mi, ja tu zaraz kurwa  umre.-odparowal.- Juz skurwysynie. Daj mi chwile.-odparlam. Siegnelam po leki. -Prosze,  wez.-burknelam.-To ja wychodze,  zobaczymy sie pozniej.-poinformowal mnie.
-Uhm,jasne.-rzeklam wesolo. Popilam je i ubralam sie. Postanowilam isc dzisiaj na te badania.
Zimny wiatr  sprawil,ze  resztki kaca uciekly.  Gdy znalazlam sie na miejscu dziwnie sie czulam.
-Dzien dobry, mam dzis termin.- mowie.-Zgadza sie pani Hugdens. U ginekolog.-odparowala.
-Na ktora.-pytam.-Zapraszam,  to na 14:00 ..-odparla. Zaprowadzila mnie. Wetschnelam.
-Pani powinna zadbac  o siebie, widac,ze miala pani ciezka  noc.- oswiadczyla ona.
Ech,kobieto...nie czepiaj sie. Zbadaj to,co trzeba i spadam stad. - Eee tam.-odpowiedzialam.
W trakcie ona zrobila  dziwna mine. Zastanawialam sie dlaczego. Nie moge  zniesc, jak ludzie patrza sie na moj wielki brzuch, Jestem gruba... musze schudnac.- No co sie stalo.-zapytalam.-Przeciez...-urwala. Tak wiem, przytylam jeszcze wiecej i ten tluszcz widac  wewnatrz mnie, zgadza sie. O,powiedz, ze  trzeba mnie na operacje  skierowac!  To jest dobry  pomysl. -Nie bede pani juz dluzej oklamywac.-mowi ona. Chodzilam do  niej od dluzszego czasu. Nie , nie pamietam od kiedy.
-Co...-rzeklam.- Jest pani w ciazy.-mowi.- I to nie pojedynczej,  spodziewa sie pani blizniakow.-rzekla.-  A  czemu sie pani dziwila.-  rzeklam.- Poniewaz wczesniej byla pojedyncza.-wyjasnila.
-To koniec...-rzeklam. Nie docieralo jeszcze do mnie,ze urodze...- Urodzi pani jeszcze dzisiaj, to ostatni miesiac.- wyjasnila. -Jezu,  ja myslalam...-zaczelam. Zrobilo mi sie bardzo smutno i spojrzalam tak:

-Ale to znaczy, ze   musze  definitywnie  skonczyc  z  tym, co mnie uzaleznilo!- zawolalam.
-Tak, definitywnie.- odparla ginekolog.Po wyjsciu  od  niej bylam cala  zaplakana:

Jednak nie moglam  dlugo rozpaczac,  poniewaz musialam  isc do szpitala. Jesli ktokolwiek z tych skurwieli sie dowie, to zadbam o to, zeby  cierpieli!!! Ale  kto jest  ojcem, to tego  sama nie wiem.
-Hej sala jest przepelniona.- powiedziala delikatnie pielegniarka.- Co mnie kurwa obchodzi! Chce juz sie po prostu ich pozbyc!- mowie. - Nie przeklinaj,mloda damo.- odpowiedziala.  Spojrzalam na nia.
-Prosze sie nie gapic, nie lubie tego.- burknelam wrednie. Nagle  stracilam przytomnosc...
...
-Van, obudz sie w koncu.- uslyszalam glos Nathana i otwarlam oczy.
-Co jest.-zapytalam,  nadal lezac. -Myslisz,ze my...-zaczal. -Nie wiem.-przyznalam szczerze.
-Ale to mozliwe...prawda.- zapytal. -Tak,ale...nie tylko Ty  byles  w  moim  zyciu..-wyznalam.
-Wiem.-  burknal. Byl mocno wstawiony widzac po jego twarzy.  Chcialam go uderzyc.Ale on mnie zostawil. -potem  zjawil sie lekarz. -Co ...-pytam. Czuje sie oslabiona. Czemu ja!!! -zadawalam  sobie pytanie.- Wszystko bedzie dobrze,  nie musi pani sie zajmowac  dziecmi...-zaczal.-Dziekuje...-mowie.-Poniewaz one nie zyja!!! Przez pani uzaleznienie od alkoholu!!!-wykrzyknal. -Jejku...-odparlam.  Kiedy  wypisali mnie, podeszlam do Nathana. On nigdy nie byl  i nie bedzie trzezwy.
-Nathan czas  odstawic alkohol, skurwielu. Pierdolony swiat. Uderzyl mnie w pierdolone najbardziej czule miejsce! Ludzie  to kurwy!!!-  wolam.- Cii,  bedzie dobrze.- rzekl. Nie zorientowalam sie,ze mnie przytulil.  Zmienie sie i przestane pic! Nathanowi tez  pomoge. - Zabiore i  wyrzuce to,co nas  tak cholernie zniszczylo...-mowie. I tak sie zaczelo wyrzucanie alkoholu. Nathanowi tez odebralam.
Staralam sie, zeby byl trzezwy. Po wielu godzinach stal sie trzezwy...- Hej, co jest.-zapytal.-Nie bedziemy pic...-zaczelam  zalamana.  Kurewsko durny swiat!!! Nie chce juz, by tak bylo!!!
-Skoro nie, to musze sie skupic na czyms innym...-powiedzial.-Kurwa, niedobrze. -dodal.
-Spokojnie. Damy rade.- rzeklam.  -Daj dupy, suczko.- mruknal wrednie.- Nathan, nie jestem  w  nastroju...-zaczelam. Lecz juz padlismy na lozko. - Nathan  uspokojmy sie...-mowie.-Jestem spokojny jak nigdy wczesniej.-odpowiedzial. Nigdy wczesniej nie przyszlo mi do tego,ze moglabym uprawiac seks ze swoim przyjacielem. A jednak-wszystko jest  mozliwe. -I nie nazywaj mnie suczka, skonczylam z  tym cholernym zawodem! Znajde porzadna  prace.-  odparlam. -Jesli kurwa  tak twierdzisz...niech Ci kurwa  bedzie.-  mowi. -Tak, cholernie tak, sto razy to cholerne tak.- rzeklam.
Patrzy na mnie. -Jestem trzezwy, prawda...-rzekl smutno. -Tak jak ja.- rzeklam. Popatrzyl na mnie.
-Nie, nie dzisiaj. Prosze.- rzeklam.- Nie wiem, co mam myslec, czuje sie zle.- odparl on. Znam go i wiem,ze potraktuje mnie tak jak inne..cholera!   Nie  trzeba bylo  sie  z nim zaprzyjazniac...
-Kurcze, Nathan wiem jaki jestes...-wyznalam szczerze.- Jaki.-zapytal. -Chujowy.-dogryzlam mu.
-Hah, spierdalaj.-odparl on. -O nie, nie  boje sie Ciebie.- mowie. -Ja  Ciebie  tym bardziej nie.-odparowalam. - Nie...-mowi on. -Myslisz, ze Cie zostawie.-pyta.-Tak.-mowie i patrze...



wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdzial 1 I am tired of all your excuses-punkt widzenia ...a moze slyszenia Ari

Wlaczcie sb te piosenke,jest  boska!!!

Wszystko to  wina mojej matki. Gdyby  tyle nie chlala,  nie  uszkodzila by sie ta  czesc  mozgu, ktora odpowiada  za wzrok. Jestem niewidoma od urodzenia i nie mam pojecia jak to jest widziec. Ja tylko orientuje sie ze sluchu. Mimo wszystko jakos sobie radze.  Dzisiaj odwiedzi  mnie moj brat!!! Strasznie sie ciesze. Dawno go nie bylo i postanowilam urzadzic mu przyjecie  powitalne i napisac specjalnie dla niego  jakas piosenka. Zaczelam pisac.  Slowa  widnialy w mojej glowie. Nucilam sobie  cichutko ta piosenke. Uslyszalam  dzwonek  do drzwi. -Wejdz, jest otwarte.- mowie. -Jak Twoje  serce, siostro. Jestes  w  pizamie, trzeba Cie jakos ubrac.-mowi. - W pizamie mowisz. Sama  nie wiem,  ubralam pierwsze co wpadlo mi pod reke.-odparlam. - To widac, haha.  Nie martw sie.-mowi on.- I co wybierzesz dla mnie.-powiedzialam. -Zaczekaj jeszcze  chwilke,siostrzyczko...-rzekl.
-Dobrze,  poczekam. Ale pospiesz sie.-rzeklam  uparcie. -Ubrana  jestes  w  biala  bluzke i piekna rozowa  spodnica.  Slicznie wygladasz.- oznajmil. -Ja nawet nie wiem jak wygladam, Niall.-wyznalam. -Mam dla Ciebie cos.-dodalam.- Nie dziekuj.-  rzekl z usmiechem, patrzac na mnie.
Zaspiewalam mu  The Way. - I jak , to specjalnie dla Ciebie.-  oswiadczylam z duma w glosie.
-Przepieknie spiewasz! Hej mam pytanie czy wyjdziesz ze mna  troche na miasto.-pyta Niall.
-Jasne, braciszku. Przy Tobie nie da sie zgubic.- mowie i smieje  sie. - No to zaczekaj  wezme  tylko moja kurtke...i Twoja  tez,nie martw sie.-powiedzial. -Kochany jestes,  troszczysz sie o mnie.-rzeklam.  - Chyba sie usmiechnelas.-  odezwal sie.- Jak u Ciebie mija zycie.- pytam go. -Poza  probowaniem skontaktowania sie z naszym ojcem,  nic. Jakos leci.-odpowiedzial. -Jak swiat  wyglada  ,kiedy sie widzi.-zadalam mu pytanie. -Ari, to jest miasto. Nic ciekawego tu nie ma.- odparl mi zdenerwowanym tonem. -Spokojnie Niall.- mowie. -Jestem spokojny, tylko  Ty nie  rozumiesz ,ze  ten swiat jest  brzydki.-odrzekl mi.-  A dlaczego. A spiew ptakow to co niby  tworzy...-zapytalam sie. - Moze i sa jakies  piekne rzeczy,ale...-zaczal. -Chodzmy tam, gdzie chcesz isc...przepraszam,ze naskoczylam na Ciebie.-  rzeklam cicho. -Ari tylko mi tu nie smuc. Nie lubie tego! Zaraz Cie pociesze,  zobaczysz!!!- wola  on.  I  zaczal spiewac  Live While We Are Young.
Uwielbiam ta piosenke! Jest  taka zwariowana! -Niall,  ha ha. Przestan.-wolam. -O teraz to sie smiejesz,  bardzo dobrze.-stwierdzil radosnie. -Mam prosbe Niall.  Chron mnie przed  zlymi ludzmi...-mowie. -Bo nie wiem czy jestem  w stanie przezyc hejty...-dodalam. -Nie martw sie Niall ochroniarz poskromi kazdego,kto  obrazi moja cudowna slicznotka!-wola pewnie.- Dziekuje to mile z Twojej strony,ze  tak mnie nazywasz...-powiedzialam ze skrucha  w glosie. - Wyobraz sobie ,ze teraz idziemy do mojego kumpla. -oznajmil.-Do jakiego konkretnie  niech zgadne do Liama.-zgadywalam.
-Niee,  dzisiaj nie. Nie chce  Cie przygnebiac, a on jest  w  zlym humorze wiec lepiej nie.-odparl.
-Alez jaki to problem! Przeciez ja jestem  w  zlym humorze caly czas!!!-krzycze sfrustowana.
-Ari uspokoj sie! Nie krzycz na mnie!!!- krzyczy Niall. -Teraz moje zdanie sie nie liczy, dlaczego mi to robisz! Zostaw mnie!!!-wykrzyknelam z placzem. Pobieglam nie zwazajac uwagi na halasy.
Nagle potknelam sie i uderzylam o  slup.Tak poczulam. Rozplakalam sie jeszcze  bardziej.Upadlam.
-Hej,hej. Co sie stalo.-uslyszalam czyjs glos. Rozpoznalam  glos mojej najlepszej  kumpeli,Seleny.
-Nic,ide dalej.-odparowalam zezloszczona. Tupam moimi nogami glosno. Nie  zwracam uwagii na odglosy. A powinnam.  Wyczuwalam,ze w  tym momencie chyba  stanelam. I nagle fatalnie sie przewrocilam na kogos. Wiem to, bo  uslyszalam  kogos i  poczulam cieplo. -Przepraszam, ja Cie nie slyszalam,  bylam zdenerwowana i w ogole.-mowie cicho.- Nic sie nie stalo.-odpowiedzial przyjemny meski glos. -Czy ja Cie uderzylam bo nie wiem.-zapytalam.-Nie, nic mi sie nie stalo.-mowi on.- To dobrze.- odparlam. Jednak cos  nakazywalo zachowac  dystans. -Jestem...-urwalam.
-Piekna,  delikatna i niewidoma....ech, zreszta  co ja gadam. Zapomnij.- rzekl cicho i  poczulam jego dlon glaszczaca moj policzek. -Niewidoma. Od urodzenia...-szepnelam ,tak,zeby tylko on to slyszal.
-Nie wiesz,jaka jestes cudowna...Wybacz,ale...Zapomnij. Nie chce  , nie moge...-urwal.  I chyba poszedl sobie. Zrozumialam,ze dal mi do zrozumienia tym samym,ze mnie odrzuca. W delikatny sposob ,a  jednak. Ja juz wiem,jacy  sa ludzie. Boja sie slabosci,wstydza sie ich. Nie chca o nich  mowic. Jestem swiadoma tego, ze  nigdy nie poznam kogos ,kto powie kocham Cie pomimo wszystko. I za wszystko. Bo nie jestesmy idealni. Jestesmy ludzmi. W kazdym calu. Jakos orientujac sie ze sluchu i dotyku-wrocilam do domu. -A Ty kurwo wyjdz.-uslyszalam. - Kim jestes i co robisz w moim domu-zapytalam.- Och, Ari, biedna, naiwna Ari. Nie pytaj skad  znam Twoje imie, dziwko.Ten dom  nalezy od teraz do mnie! HA HA HA!!!-oswiadczyla, a jej ton glosu przesycal  wrednoscia. Postanowilam  wyjsc. Odglos  moich krokow pobrzmiewal na pewno w jej uszach. I tak  zdecydowalam isc do Seleny, ale  ona chyba mnie nie wpusci. -Hej, Vanessa ta wredna  chyba Cie wykopala...-mowi znowu ten cudowny glos! O nie Ari! -mowie  sobie. Bo jeszcze sie zakochasz, poczujesz milosc!!! Nie pozwolisz sobie na to, prawda. Nie. Tak jak kiedys...Nathan. Dobra, nie  roztrzasajmy  tego. -Tak,  wykopala mnie jakbym byla smieciem.-wyznalam. Czulam sie jak smiec.
-Moge Ci cos  zaproponowac..oczywiscie nie musisz sie zgadzac.-mowi on.- Jasne, prosze.-mowie.
-Mozesz zamieszkac ze mna. -zaproponowal. -Ummm....zgoda.  Chyba zaryzykuje dla takiego cudownego glosu...Yyy..Co ja gadam...Zapomnij!-mowie z ogromnym  zaklopotaniem.- Dobrze to  idz za moim glosem.-  mowi. - O...Okej.-wykrztusilam. Strasznie sie zdenerwowalam i balam sie  ,ze sie potkne,ale na szczescie nic  takiego sie nie stalo. Uff. -Uwaga,drzwi.-ostrzegl mnie. Dzieki temu  nie walnelam sie w drzwi. Do tej pory  pomagal mi tylko moj brat- a  teraz po raz drugi,bo Nathan byl pierwszy  w moim zyciu-  zjawia sie w moim zyciu facet. Moj brat to tez facet, ale ej-jestesmy  rodzenstwem. Traktuje go tylko jak  przyjaciela. Jesli ktos  mysli,ze nasze relacja  sa inne, to chyba ma  cos  nie tak z glowa. A ja nie wiem,czemu mialabym go inaczej traktowac. -Dziekuje.- powiedzialam. Usiadlam na niezwykle miekkiej kanapie. -Hmmm...napijesz sie czegos.-zapytal.
-Nie, dziekuje, Chce juz sie tylko polozyc.-mowie.-Dobrze, sypialnia jest u gory.-oswiadczyl.
Trzeszczace glosno schody i po 5 minutach jestem na gorze.  Sprawdzilam dlonmi, gdzie jest klamka.
-Ach, tu jest.-oznajmilam sama sobie.  Wreszcie otwarlam  drzwi glosno. Po czym polozylam sie na lozku. Prawie zasnelam,  gdy  uslyszalam,ze on  wchodzi do pokoju. -Hej  czemu bylas  taka splakana.-zapytal mnie.-  Oj, to nic takiego.- odparlam.-Nic takiego, a ja nie chce,zeby  ktos taki jak  sie smucil...usmiech poprosze!- rzekl powaznie.- Uhm.-mruknelam. -Kaciki ust  do gory kochana.-zazartowal ,laskoczac mnie. Zaczelam sie smiac. -Przestan, nie laskocz mnie.- powiedzialam.
-Nazywam sie Justin Bieber i mam 24 lata.-oznajmil mi.- Ja jestem  Ariana Grande i mam 17 lat.-odezwalam sie niepewnie.  -Mloda jestes.-odparl on.- Tak,ale mam wrazenie jakbym byla tu od dawna...-wyznalam. -Czemu ja Ci to mowie, niepotrzebnie...-mowie. -Hej,  pewnie po prostu chcialas  sie podzielic-odparl. Wyczulam w jego tonie glosu ,ze sie spina. -Dlaczego sie spinasz.-zapytalam.
-Dlaczego,  dobre pytanie. Dlatego,ze nie chce sie zakochac.  Boje sie.-wyznal on.- A co jest przeszkoda...jesli dwie osoby  sie kochaja to reszta jest niewazna.- mowie. - Masz racje, ale to nie takie proste.-  odrzekl on. -Milosc sprawia,ze wszystko sie  staje  proste.- odezwalam sie.-Wiem. A teraz dobranoc...Ariano.-rzekl i ucalowal mnie lekko w policzek.  Poczulam ,ze pali mnie gorac...

Bohaterowie fanfiction z Ari i nie tylko :D pt Will we save our love














Ariana Grande,  17 lat
Niewidoma od urodzenia-przyczyna utraty  wzroku bylo to,ze jej matka pila w ciazy. Wynikiem tego  czesc mozgu Ari ktora miala odpowiadac za  wzrok, zostala  zniszczona.Mimo  tego,ze nie widzi bardzo dobrze  slyszy.  Ari jest osoba  spokojna,ciekawska,ostrozna.  Uwielbia spiewac. W wolnym czasie dzieli sie swoimi  przemysleniami na blogu. Kocha muzyke i nie potrafi bez niej zyc.











Selena Gomez, 18 lat
Utalentowana, mloda  dziewczyna. Najlepsza przyjaciolka Grande. Troskliwa, czesto sie o nia martwi. Bardzo opiekuncza. Jest zakochana w pewnym chlopaku, niestety nie jest  to takie proste jakby chciala.  Selena jest dobra, nigdy nie skrzywdzilaby nikogo celowo-kiedy  widzi czyjas  krzywde  robi sie jej przykro. Ale nie jest tez naiwna.  Akceptuje Ari taka jaka jest.Kocha muzyke.











Vanessa  Hudgens, 19 lat
Wydaje sie byc  mila, jednak pozory myla.Wredna i chamska dla kazdego nieszczesnika ktory napatoczy sie na jej droge. Nie cierpi Ari i zawsze jej dokucza. Uwaza sie za najlepsza,jednak sama jest okropna.  Czesto przeklina i ma  w dupie czyjes  zdanie.  Nie  lubi jak ktos sie jej czepia.











Taylor  Swift,22 lata
Taylor to niesmiala,zamknieta  w sobie osoba. Nie potrafi sie dogadac z innymi, za bardzo sie wstydzi. Nie ma odwagi ,zeby  wyznac,co ja dreczy. Samotniczka. Najbardziej lubi spedzac  czas  w parku na  lawce. To dziewczyna  po przejsciach.  Czasem pewne rzeczy sprawiaja,ze sie  smuci.











Justin Bieber,  24 lata
Pomimo tego,ze ma  24 lata zycie niezle go doswiadczylo. Choc  wydaje sie  ,ze to jego wina-to nie jest tak. Mial problemy i konflikty ,nie mogl poradzic  sobie ze swoimi  problemami. I  tak zaczelo sie  z alkoholem. W przeszlosci pil bardzo  duzo. Oczywiscie nie pozostalo to bez wplywu na jego organizm-zostal sparalizowany i nie bylo juz odwrotu-Biebs  skazany zostal na wozek. Nauczyl sie,ze nalezy byc milym dla wszystkich niezaleznie od tego,jacy sa.  Boi sie,ze jesli spotka jakas  dziewczyna, to ona rzuci go z powodu tego,ze  porusza sie na wozku inwalidzkim...











Nathan Sykes, 19 lat
Nathan  nie jest tak niewinny jak sie wydaje na pierwszy rzut oka- ma wiele na sumieniu.
Typ podrywacza. Jest z  jedna  dziewczyna,  rani ja  a potem rzuca. Nathan lubi pic i przeklinac.
Jest  zly , nie zawahalby sie zabic kogos, tylko dlatego,ze  powiedzial cos  obrazajacego o nim.



















Niall Grande,  20 lat
Brat  Ari. Chlopak z poczuciem humoru. Jego siostra to istne  oczko w  glowie brata.
Stara sie ja jak najczesciej  rozsmieszac.  Jest  pewny siebie ,ale nie przesadnie.  Lubi jesc.
Gdy jego sis ma zle dni, on stara sie  ja pocieszyc. Wydaje sie ,ze  niczym sie nie  przejmuje, ale w glebi serca jest  bardzo wrazliwy  i lagodny.  Jeszcze nie spotkal  swojej milosci-jest  singlem.










Liam Payne, 21 lat
Liam  zawsze mocno sie przejmuje  spiewajac. Wczuwa sie w piosenki. Kocha muzyke. Ma najlepszych fanow i przyjaciol. Niestety sam Liam nie jest szczesliwy, poniewaz Nathan mu dokucza.   Liam jest powazny i madry, zawsze cos  doradzi.  Mily i towarzyski.











Ross Lynch, 20 lat
Pewny siebie, odwazny typ.  Nie przepada za   tlumem. Uwielbia spiewac  w  wolnym  czasie.
Kocha  muzyke ponad  wszystko.  Bohater ten chce powstrzymac   Nathana...

Hej

Witam Was na moim blogu!  Bede  tu pisac  fanfiction wraz z Ariana Grande w  roli glownej. Zapraszam! Mam nadzieje, ze sie  Wam  spodoba. Aha i nie mam polskich znakow niestety ale to nic :D.