Wlaczcie sobie ta piosenke ! :D
Nazywam sie Vanessa Hugdens i mam 19 lat. Mam gdzies, co swiat mysli o mnie. Robie to ,co mi sie podoba-a jak komus nie pasuje, to niech spada. Przejelam dom Ari, tej nieszczesnej naiwnej dziewczyny co nabiera wszystkich chlopakow, ze jest niewidoma! Co z niej za suka! Nienawidze jej! Teraz pewnie sie gdzies wloczy. Nikt nie przyjmie takiej jak ona. Przeciez ja wygladam lepiej od niej. - wszystko mam tego,czego jej brakuje Zaczelam sie szykowac i uslyszalam,ze ktos puscil muzyke- moglam byc najwredniejsza osoba na swiecie ale i tak zawsze kochalam spiewac. Czulam sie jak prawdziwa dziewczyna,a nie jej wrak-tutaj wspominam o Ari! Popatrzylam w lustro i pomyslalam: piekna jestes! Cudna!-podziwialam sie z kazdej strony. Gotowa do wyjscia rzucilam jeszcze okiem na siebie. Po prostu super! Brakuje jeszcze tylko usmiechu,ale to sie zalatwi.
Spotkalam Nathana rownie zlego jak ja. -Heeej masz moze jakis alkohol-zapytal juz troche wstawiony.-Taaak.-mowie. Siadamy gdzies i pijemy. Po kilku lykach mocnej wodki nie bylam w stanie utrzymac sie na nogach. -Hmmm.-zdolal tylko powiedziec. I nic wiecej. Urwal mi sie film.
...
Odzyskalam przytomnosc po jakims dluzszym czasie. Zaczela mnie strasznie bolec glowa.
-Ugh,nienawidze kaca.-powiedzialam,probujac wstac. Jednak nie udalo mi sie tego zrobic.
-Ugh...-powiedzial Nathan. Nie wiem, co sie stalo,ale jakims cudem znajdowalam sie w domu.
Polecialam do kibla i zwrocilam wszystko, co wypilam. Potem polozylam sie. -Nic nie pamietam poza nasza krotka rozmowa.-powiedzial on.- Ja tez nie. Wezme lekarstwa przeciwbolowe.-mowie.
-Daj mi, ja tu zaraz kurwa umre.-odparowal.- Juz skurwysynie. Daj mi chwile.-odparlam. Siegnelam po leki. -Prosze, wez.-burknelam.-To ja wychodze, zobaczymy sie pozniej.-poinformowal mnie.
-Uhm,jasne.-rzeklam wesolo. Popilam je i ubralam sie. Postanowilam isc dzisiaj na te badania.
Zimny wiatr sprawil,ze resztki kaca uciekly. Gdy znalazlam sie na miejscu dziwnie sie czulam.
-Dzien dobry, mam dzis termin.- mowie.-Zgadza sie pani Hugdens. U ginekolog.-odparowala.
-Na ktora.-pytam.-Zapraszam, to na 14:00 ..-odparla. Zaprowadzila mnie. Wetschnelam.
-Pani powinna zadbac o siebie, widac,ze miala pani ciezka noc.- oswiadczyla ona.
Ech,kobieto...nie czepiaj sie. Zbadaj to,co trzeba i spadam stad. - Eee tam.-odpowiedzialam.
W trakcie ona zrobila dziwna mine. Zastanawialam sie dlaczego. Nie moge zniesc, jak ludzie patrza sie na moj wielki brzuch, Jestem gruba... musze schudnac.- No co sie stalo.-zapytalam.-Przeciez...-urwala. Tak wiem, przytylam jeszcze wiecej i ten tluszcz widac wewnatrz mnie, zgadza sie. O,powiedz, ze trzeba mnie na operacje skierowac! To jest dobry pomysl. -Nie bede pani juz dluzej oklamywac.-mowi ona. Chodzilam do niej od dluzszego czasu. Nie , nie pamietam od kiedy.
-Co...-rzeklam.- Jest pani w ciazy.-mowi.- I to nie pojedynczej, spodziewa sie pani blizniakow.-rzekla.- A czemu sie pani dziwila.- rzeklam.- Poniewaz wczesniej byla pojedyncza.-wyjasnila.
-To koniec...-rzeklam. Nie docieralo jeszcze do mnie,ze urodze...- Urodzi pani jeszcze dzisiaj, to ostatni miesiac.- wyjasnila. -Jezu, ja myslalam...-zaczelam. Zrobilo mi sie bardzo smutno i spojrzalam tak:
-Ale to znaczy, ze musze definitywnie skonczyc z tym, co mnie uzaleznilo!- zawolalam.
-Tak, definitywnie.- odparla ginekolog.Po wyjsciu od niej bylam cala zaplakana:
Jednak nie moglam dlugo rozpaczac, poniewaz musialam isc do szpitala. Jesli ktokolwiek z tych skurwieli sie dowie, to zadbam o to, zeby cierpieli!!! Ale kto jest ojcem, to tego sama nie wiem.
-Hej sala jest przepelniona.- powiedziala delikatnie pielegniarka.- Co mnie kurwa obchodzi! Chce juz sie po prostu ich pozbyc!- mowie. - Nie przeklinaj,mloda damo.- odpowiedziala. Spojrzalam na nia.
-Prosze sie nie gapic, nie lubie tego.- burknelam wrednie. Nagle stracilam przytomnosc...
...
-Van, obudz sie w koncu.- uslyszalam glos Nathana i otwarlam oczy.
-Co jest.-zapytalam, nadal lezac. -Myslisz,ze my...-zaczal. -Nie wiem.-przyznalam szczerze.
-Ale to mozliwe...prawda.- zapytal. -Tak,ale...nie tylko Ty byles w moim zyciu..-wyznalam.
-Wiem.- burknal. Byl mocno wstawiony widzac po jego twarzy. Chcialam go uderzyc.Ale on mnie zostawil. -potem zjawil sie lekarz. -Co ...-pytam. Czuje sie oslabiona. Czemu ja!!! -zadawalam sobie pytanie.- Wszystko bedzie dobrze, nie musi pani sie zajmowac dziecmi...-zaczal.-Dziekuje...-mowie.-Poniewaz one nie zyja!!! Przez pani uzaleznienie od alkoholu!!!-wykrzyknal. -Jejku...-odparlam. Kiedy wypisali mnie, podeszlam do Nathana. On nigdy nie byl i nie bedzie trzezwy.
-Nathan czas odstawic alkohol, skurwielu. Pierdolony swiat. Uderzyl mnie w pierdolone najbardziej czule miejsce! Ludzie to kurwy!!!- wolam.- Cii, bedzie dobrze.- rzekl. Nie zorientowalam sie,ze mnie przytulil. Zmienie sie i przestane pic! Nathanowi tez pomoge. - Zabiore i wyrzuce to,co nas tak cholernie zniszczylo...-mowie. I tak sie zaczelo wyrzucanie alkoholu. Nathanowi tez odebralam.
Staralam sie, zeby byl trzezwy. Po wielu godzinach stal sie trzezwy...- Hej, co jest.-zapytal.-Nie bedziemy pic...-zaczelam zalamana. Kurewsko durny swiat!!! Nie chce juz, by tak bylo!!!
-Skoro nie, to musze sie skupic na czyms innym...-powiedzial.-Kurwa, niedobrze. -dodal.
-Spokojnie. Damy rade.- rzeklam. -Daj dupy, suczko.- mruknal wrednie.- Nathan, nie jestem w nastroju...-zaczelam. Lecz juz padlismy na lozko. - Nathan uspokojmy sie...-mowie.-Jestem spokojny jak nigdy wczesniej.-odpowiedzial. Nigdy wczesniej nie przyszlo mi do tego,ze moglabym uprawiac seks ze swoim przyjacielem. A jednak-wszystko jest mozliwe. -I nie nazywaj mnie suczka, skonczylam z tym cholernym zawodem! Znajde porzadna prace.- odparlam. -Jesli kurwa tak twierdzisz...niech Ci kurwa bedzie.- mowi. -Tak, cholernie tak, sto razy to cholerne tak.- rzeklam.
Patrzy na mnie. -Jestem trzezwy, prawda...-rzekl smutno. -Tak jak ja.- rzeklam. Popatrzyl na mnie.
-Nie, nie dzisiaj. Prosze.- rzeklam.- Nie wiem, co mam myslec, czuje sie zle.- odparl on. Znam go i wiem,ze potraktuje mnie tak jak inne..cholera! Nie trzeba bylo sie z nim zaprzyjazniac...
-Kurcze, Nathan wiem jaki jestes...-wyznalam szczerze.- Jaki.-zapytal. -Chujowy.-dogryzlam mu.
-Hah, spierdalaj.-odparl on. -O nie, nie boje sie Ciebie.- mowie. -Ja Ciebie tym bardziej nie.-odparowalam. - Nie...-mowi on. -Myslisz, ze Cie zostawie.-pyta.-Tak.-mowie i patrze...










