wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdzial 1 I am tired of all your excuses-punkt widzenia ...a moze slyszenia Ari

Wlaczcie sb te piosenke,jest  boska!!!

Wszystko to  wina mojej matki. Gdyby  tyle nie chlala,  nie  uszkodzila by sie ta  czesc  mozgu, ktora odpowiada  za wzrok. Jestem niewidoma od urodzenia i nie mam pojecia jak to jest widziec. Ja tylko orientuje sie ze sluchu. Mimo wszystko jakos sobie radze.  Dzisiaj odwiedzi  mnie moj brat!!! Strasznie sie ciesze. Dawno go nie bylo i postanowilam urzadzic mu przyjecie  powitalne i napisac specjalnie dla niego  jakas piosenka. Zaczelam pisac.  Slowa  widnialy w mojej glowie. Nucilam sobie  cichutko ta piosenke. Uslyszalam  dzwonek  do drzwi. -Wejdz, jest otwarte.- mowie. -Jak Twoje  serce, siostro. Jestes  w  pizamie, trzeba Cie jakos ubrac.-mowi. - W pizamie mowisz. Sama  nie wiem,  ubralam pierwsze co wpadlo mi pod reke.-odparlam. - To widac, haha.  Nie martw sie.-mowi on.- I co wybierzesz dla mnie.-powiedzialam. -Zaczekaj jeszcze  chwilke,siostrzyczko...-rzekl.
-Dobrze,  poczekam. Ale pospiesz sie.-rzeklam  uparcie. -Ubrana  jestes  w  biala  bluzke i piekna rozowa  spodnica.  Slicznie wygladasz.- oznajmil. -Ja nawet nie wiem jak wygladam, Niall.-wyznalam. -Mam dla Ciebie cos.-dodalam.- Nie dziekuj.-  rzekl z usmiechem, patrzac na mnie.
Zaspiewalam mu  The Way. - I jak , to specjalnie dla Ciebie.-  oswiadczylam z duma w glosie.
-Przepieknie spiewasz! Hej mam pytanie czy wyjdziesz ze mna  troche na miasto.-pyta Niall.
-Jasne, braciszku. Przy Tobie nie da sie zgubic.- mowie i smieje  sie. - No to zaczekaj  wezme  tylko moja kurtke...i Twoja  tez,nie martw sie.-powiedzial. -Kochany jestes,  troszczysz sie o mnie.-rzeklam.  - Chyba sie usmiechnelas.-  odezwal sie.- Jak u Ciebie mija zycie.- pytam go. -Poza  probowaniem skontaktowania sie z naszym ojcem,  nic. Jakos leci.-odpowiedzial. -Jak swiat  wyglada  ,kiedy sie widzi.-zadalam mu pytanie. -Ari, to jest miasto. Nic ciekawego tu nie ma.- odparl mi zdenerwowanym tonem. -Spokojnie Niall.- mowie. -Jestem spokojny, tylko  Ty nie  rozumiesz ,ze  ten swiat jest  brzydki.-odrzekl mi.-  A dlaczego. A spiew ptakow to co niby  tworzy...-zapytalam sie. - Moze i sa jakies  piekne rzeczy,ale...-zaczal. -Chodzmy tam, gdzie chcesz isc...przepraszam,ze naskoczylam na Ciebie.-  rzeklam cicho. -Ari tylko mi tu nie smuc. Nie lubie tego! Zaraz Cie pociesze,  zobaczysz!!!- wola  on.  I  zaczal spiewac  Live While We Are Young.
Uwielbiam ta piosenke! Jest  taka zwariowana! -Niall,  ha ha. Przestan.-wolam. -O teraz to sie smiejesz,  bardzo dobrze.-stwierdzil radosnie. -Mam prosbe Niall.  Chron mnie przed  zlymi ludzmi...-mowie. -Bo nie wiem czy jestem  w stanie przezyc hejty...-dodalam. -Nie martw sie Niall ochroniarz poskromi kazdego,kto  obrazi moja cudowna slicznotka!-wola pewnie.- Dziekuje to mile z Twojej strony,ze  tak mnie nazywasz...-powiedzialam ze skrucha  w glosie. - Wyobraz sobie ,ze teraz idziemy do mojego kumpla. -oznajmil.-Do jakiego konkretnie  niech zgadne do Liama.-zgadywalam.
-Niee,  dzisiaj nie. Nie chce  Cie przygnebiac, a on jest  w  zlym humorze wiec lepiej nie.-odparl.
-Alez jaki to problem! Przeciez ja jestem  w  zlym humorze caly czas!!!-krzycze sfrustowana.
-Ari uspokoj sie! Nie krzycz na mnie!!!- krzyczy Niall. -Teraz moje zdanie sie nie liczy, dlaczego mi to robisz! Zostaw mnie!!!-wykrzyknelam z placzem. Pobieglam nie zwazajac uwagi na halasy.
Nagle potknelam sie i uderzylam o  slup.Tak poczulam. Rozplakalam sie jeszcze  bardziej.Upadlam.
-Hej,hej. Co sie stalo.-uslyszalam czyjs glos. Rozpoznalam  glos mojej najlepszej  kumpeli,Seleny.
-Nic,ide dalej.-odparowalam zezloszczona. Tupam moimi nogami glosno. Nie  zwracam uwagii na odglosy. A powinnam.  Wyczuwalam,ze w  tym momencie chyba  stanelam. I nagle fatalnie sie przewrocilam na kogos. Wiem to, bo  uslyszalam  kogos i  poczulam cieplo. -Przepraszam, ja Cie nie slyszalam,  bylam zdenerwowana i w ogole.-mowie cicho.- Nic sie nie stalo.-odpowiedzial przyjemny meski glos. -Czy ja Cie uderzylam bo nie wiem.-zapytalam.-Nie, nic mi sie nie stalo.-mowi on.- To dobrze.- odparlam. Jednak cos  nakazywalo zachowac  dystans. -Jestem...-urwalam.
-Piekna,  delikatna i niewidoma....ech, zreszta  co ja gadam. Zapomnij.- rzekl cicho i  poczulam jego dlon glaszczaca moj policzek. -Niewidoma. Od urodzenia...-szepnelam ,tak,zeby tylko on to slyszal.
-Nie wiesz,jaka jestes cudowna...Wybacz,ale...Zapomnij. Nie chce  , nie moge...-urwal.  I chyba poszedl sobie. Zrozumialam,ze dal mi do zrozumienia tym samym,ze mnie odrzuca. W delikatny sposob ,a  jednak. Ja juz wiem,jacy  sa ludzie. Boja sie slabosci,wstydza sie ich. Nie chca o nich  mowic. Jestem swiadoma tego, ze  nigdy nie poznam kogos ,kto powie kocham Cie pomimo wszystko. I za wszystko. Bo nie jestesmy idealni. Jestesmy ludzmi. W kazdym calu. Jakos orientujac sie ze sluchu i dotyku-wrocilam do domu. -A Ty kurwo wyjdz.-uslyszalam. - Kim jestes i co robisz w moim domu-zapytalam.- Och, Ari, biedna, naiwna Ari. Nie pytaj skad  znam Twoje imie, dziwko.Ten dom  nalezy od teraz do mnie! HA HA HA!!!-oswiadczyla, a jej ton glosu przesycal  wrednoscia. Postanowilam  wyjsc. Odglos  moich krokow pobrzmiewal na pewno w jej uszach. I tak  zdecydowalam isc do Seleny, ale  ona chyba mnie nie wpusci. -Hej, Vanessa ta wredna  chyba Cie wykopala...-mowi znowu ten cudowny glos! O nie Ari! -mowie  sobie. Bo jeszcze sie zakochasz, poczujesz milosc!!! Nie pozwolisz sobie na to, prawda. Nie. Tak jak kiedys...Nathan. Dobra, nie  roztrzasajmy  tego. -Tak,  wykopala mnie jakbym byla smieciem.-wyznalam. Czulam sie jak smiec.
-Moge Ci cos  zaproponowac..oczywiscie nie musisz sie zgadzac.-mowi on.- Jasne, prosze.-mowie.
-Mozesz zamieszkac ze mna. -zaproponowal. -Ummm....zgoda.  Chyba zaryzykuje dla takiego cudownego glosu...Yyy..Co ja gadam...Zapomnij!-mowie z ogromnym  zaklopotaniem.- Dobrze to  idz za moim glosem.-  mowi. - O...Okej.-wykrztusilam. Strasznie sie zdenerwowalam i balam sie  ,ze sie potkne,ale na szczescie nic  takiego sie nie stalo. Uff. -Uwaga,drzwi.-ostrzegl mnie. Dzieki temu  nie walnelam sie w drzwi. Do tej pory  pomagal mi tylko moj brat- a  teraz po raz drugi,bo Nathan byl pierwszy  w moim zyciu-  zjawia sie w moim zyciu facet. Moj brat to tez facet, ale ej-jestesmy  rodzenstwem. Traktuje go tylko jak  przyjaciela. Jesli ktos  mysli,ze nasze relacja  sa inne, to chyba ma  cos  nie tak z glowa. A ja nie wiem,czemu mialabym go inaczej traktowac. -Dziekuje.- powiedzialam. Usiadlam na niezwykle miekkiej kanapie. -Hmmm...napijesz sie czegos.-zapytal.
-Nie, dziekuje, Chce juz sie tylko polozyc.-mowie.-Dobrze, sypialnia jest u gory.-oswiadczyl.
Trzeszczace glosno schody i po 5 minutach jestem na gorze.  Sprawdzilam dlonmi, gdzie jest klamka.
-Ach, tu jest.-oznajmilam sama sobie.  Wreszcie otwarlam  drzwi glosno. Po czym polozylam sie na lozku. Prawie zasnelam,  gdy  uslyszalam,ze on  wchodzi do pokoju. -Hej  czemu bylas  taka splakana.-zapytal mnie.-  Oj, to nic takiego.- odparlam.-Nic takiego, a ja nie chce,zeby  ktos taki jak  sie smucil...usmiech poprosze!- rzekl powaznie.- Uhm.-mruknelam. -Kaciki ust  do gory kochana.-zazartowal ,laskoczac mnie. Zaczelam sie smiac. -Przestan, nie laskocz mnie.- powiedzialam.
-Nazywam sie Justin Bieber i mam 24 lata.-oznajmil mi.- Ja jestem  Ariana Grande i mam 17 lat.-odezwalam sie niepewnie.  -Mloda jestes.-odparl on.- Tak,ale mam wrazenie jakbym byla tu od dawna...-wyznalam. -Czemu ja Ci to mowie, niepotrzebnie...-mowie. -Hej,  pewnie po prostu chcialas  sie podzielic-odparl. Wyczulam w jego tonie glosu ,ze sie spina. -Dlaczego sie spinasz.-zapytalam.
-Dlaczego,  dobre pytanie. Dlatego,ze nie chce sie zakochac.  Boje sie.-wyznal on.- A co jest przeszkoda...jesli dwie osoby  sie kochaja to reszta jest niewazna.- mowie. - Masz racje, ale to nie takie proste.-  odrzekl on. -Milosc sprawia,ze wszystko sie  staje  proste.- odezwalam sie.-Wiem. A teraz dobranoc...Ariano.-rzekl i ucalowal mnie lekko w policzek.  Poczulam ,ze pali mnie gorac...

2 komentarze: