Wlaczcie sb te piosenke,jest boska!!!
Wszystko to wina mojej matki. Gdyby tyle nie chlala, nie uszkodzila by sie ta czesc mozgu, ktora odpowiada za wzrok. Jestem niewidoma od urodzenia i nie mam pojecia jak to jest widziec. Ja tylko orientuje sie ze sluchu. Mimo wszystko jakos sobie radze. Dzisiaj odwiedzi mnie moj brat!!! Strasznie sie ciesze. Dawno go nie bylo i postanowilam urzadzic mu przyjecie powitalne i napisac specjalnie dla niego jakas piosenka. Zaczelam pisac. Slowa widnialy w mojej glowie. Nucilam sobie cichutko ta piosenke. Uslyszalam dzwonek do drzwi. -Wejdz, jest otwarte.- mowie. -Jak Twoje serce, siostro. Jestes w pizamie, trzeba Cie jakos ubrac.-mowi. - W pizamie mowisz. Sama nie wiem, ubralam pierwsze co wpadlo mi pod reke.-odparlam. - To widac, haha. Nie martw sie.-mowi on.- I co wybierzesz dla mnie.-powiedzialam. -Zaczekaj jeszcze chwilke,siostrzyczko...-rzekl.
-Dobrze, poczekam. Ale pospiesz sie.-rzeklam uparcie. -Ubrana jestes w biala bluzke i piekna rozowa spodnica. Slicznie wygladasz.- oznajmil. -Ja nawet nie wiem jak wygladam, Niall.-wyznalam. -Mam dla Ciebie cos.-dodalam.- Nie dziekuj.- rzekl z usmiechem, patrzac na mnie.
Zaspiewalam mu The Way. - I jak , to specjalnie dla Ciebie.- oswiadczylam z duma w glosie.
-Przepieknie spiewasz! Hej mam pytanie czy wyjdziesz ze mna troche na miasto.-pyta Niall.
-Jasne, braciszku. Przy Tobie nie da sie zgubic.- mowie i smieje sie. - No to zaczekaj wezme tylko moja kurtke...i Twoja tez,nie martw sie.-powiedzial. -Kochany jestes, troszczysz sie o mnie.-rzeklam. - Chyba sie usmiechnelas.- odezwal sie.- Jak u Ciebie mija zycie.- pytam go. -Poza probowaniem skontaktowania sie z naszym ojcem, nic. Jakos leci.-odpowiedzial. -Jak swiat wyglada ,kiedy sie widzi.-zadalam mu pytanie. -Ari, to jest miasto. Nic ciekawego tu nie ma.- odparl mi zdenerwowanym tonem. -Spokojnie Niall.- mowie. -Jestem spokojny, tylko Ty nie rozumiesz ,ze ten swiat jest brzydki.-odrzekl mi.- A dlaczego. A spiew ptakow to co niby tworzy...-zapytalam sie. - Moze i sa jakies piekne rzeczy,ale...-zaczal. -Chodzmy tam, gdzie chcesz isc...przepraszam,ze naskoczylam na Ciebie.- rzeklam cicho. -Ari tylko mi tu nie smuc. Nie lubie tego! Zaraz Cie pociesze, zobaczysz!!!- wola on. I zaczal spiewac Live While We Are Young.
Uwielbiam ta piosenke! Jest taka zwariowana! -Niall, ha ha. Przestan.-wolam. -O teraz to sie smiejesz, bardzo dobrze.-stwierdzil radosnie. -Mam prosbe Niall. Chron mnie przed zlymi ludzmi...-mowie. -Bo nie wiem czy jestem w stanie przezyc hejty...-dodalam. -Nie martw sie Niall ochroniarz poskromi kazdego,kto obrazi moja cudowna slicznotka!-wola pewnie.- Dziekuje to mile z Twojej strony,ze tak mnie nazywasz...-powiedzialam ze skrucha w glosie. - Wyobraz sobie ,ze teraz idziemy do mojego kumpla. -oznajmil.-Do jakiego konkretnie niech zgadne do Liama.-zgadywalam.
-Niee, dzisiaj nie. Nie chce Cie przygnebiac, a on jest w zlym humorze wiec lepiej nie.-odparl.
-Alez jaki to problem! Przeciez ja jestem w zlym humorze caly czas!!!-krzycze sfrustowana.
-Ari uspokoj sie! Nie krzycz na mnie!!!- krzyczy Niall. -Teraz moje zdanie sie nie liczy, dlaczego mi to robisz! Zostaw mnie!!!-wykrzyknelam z placzem. Pobieglam nie zwazajac uwagi na halasy.
Nagle potknelam sie i uderzylam o slup.Tak poczulam. Rozplakalam sie jeszcze bardziej.Upadlam.
-Hej,hej. Co sie stalo.-uslyszalam czyjs glos. Rozpoznalam glos mojej najlepszej kumpeli,Seleny.
-Nic,ide dalej.-odparowalam zezloszczona. Tupam moimi nogami glosno. Nie zwracam uwagii na odglosy. A powinnam. Wyczuwalam,ze w tym momencie chyba stanelam. I nagle fatalnie sie przewrocilam na kogos. Wiem to, bo uslyszalam kogos i poczulam cieplo. -Przepraszam, ja Cie nie slyszalam, bylam zdenerwowana i w ogole.-mowie cicho.- Nic sie nie stalo.-odpowiedzial przyjemny meski glos. -Czy ja Cie uderzylam bo nie wiem.-zapytalam.-Nie, nic mi sie nie stalo.-mowi on.- To dobrze.- odparlam. Jednak cos nakazywalo zachowac dystans. -Jestem...-urwalam.
-Piekna, delikatna i niewidoma....ech, zreszta co ja gadam. Zapomnij.- rzekl cicho i poczulam jego dlon glaszczaca moj policzek. -Niewidoma. Od urodzenia...-szepnelam ,tak,zeby tylko on to slyszal.
-Nie wiesz,jaka jestes cudowna...Wybacz,ale...Zapomnij. Nie chce , nie moge...-urwal. I chyba poszedl sobie. Zrozumialam,ze dal mi do zrozumienia tym samym,ze mnie odrzuca. W delikatny sposob ,a jednak. Ja juz wiem,jacy sa ludzie. Boja sie slabosci,wstydza sie ich. Nie chca o nich mowic. Jestem swiadoma tego, ze nigdy nie poznam kogos ,kto powie kocham Cie pomimo wszystko. I za wszystko. Bo nie jestesmy idealni. Jestesmy ludzmi. W kazdym calu. Jakos orientujac sie ze sluchu i dotyku-wrocilam do domu. -A Ty kurwo wyjdz.-uslyszalam. - Kim jestes i co robisz w moim domu-zapytalam.- Och, Ari, biedna, naiwna Ari. Nie pytaj skad znam Twoje imie, dziwko.Ten dom nalezy od teraz do mnie! HA HA HA!!!-oswiadczyla, a jej ton glosu przesycal wrednoscia. Postanowilam wyjsc. Odglos moich krokow pobrzmiewal na pewno w jej uszach. I tak zdecydowalam isc do Seleny, ale ona chyba mnie nie wpusci. -Hej, Vanessa ta wredna chyba Cie wykopala...-mowi znowu ten cudowny glos! O nie Ari! -mowie sobie. Bo jeszcze sie zakochasz, poczujesz milosc!!! Nie pozwolisz sobie na to, prawda. Nie. Tak jak kiedys...Nathan. Dobra, nie roztrzasajmy tego. -Tak, wykopala mnie jakbym byla smieciem.-wyznalam. Czulam sie jak smiec.
-Moge Ci cos zaproponowac..oczywiscie nie musisz sie zgadzac.-mowi on.- Jasne, prosze.-mowie.
-Mozesz zamieszkac ze mna. -zaproponowal. -Ummm....zgoda. Chyba zaryzykuje dla takiego cudownego glosu...Yyy..Co ja gadam...Zapomnij!-mowie z ogromnym zaklopotaniem.- Dobrze to idz za moim glosem.- mowi. - O...Okej.-wykrztusilam. Strasznie sie zdenerwowalam i balam sie ,ze sie potkne,ale na szczescie nic takiego sie nie stalo. Uff. -Uwaga,drzwi.-ostrzegl mnie. Dzieki temu nie walnelam sie w drzwi. Do tej pory pomagal mi tylko moj brat- a teraz po raz drugi,bo Nathan byl pierwszy w moim zyciu- zjawia sie w moim zyciu facet. Moj brat to tez facet, ale ej-jestesmy rodzenstwem. Traktuje go tylko jak przyjaciela. Jesli ktos mysli,ze nasze relacja sa inne, to chyba ma cos nie tak z glowa. A ja nie wiem,czemu mialabym go inaczej traktowac. -Dziekuje.- powiedzialam. Usiadlam na niezwykle miekkiej kanapie. -Hmmm...napijesz sie czegos.-zapytal.
-Nie, dziekuje, Chce juz sie tylko polozyc.-mowie.-Dobrze, sypialnia jest u gory.-oswiadczyl.
Trzeszczace glosno schody i po 5 minutach jestem na gorze. Sprawdzilam dlonmi, gdzie jest klamka.
-Ach, tu jest.-oznajmilam sama sobie. Wreszcie otwarlam drzwi glosno. Po czym polozylam sie na lozku. Prawie zasnelam, gdy uslyszalam,ze on wchodzi do pokoju. -Hej czemu bylas taka splakana.-zapytal mnie.- Oj, to nic takiego.- odparlam.-Nic takiego, a ja nie chce,zeby ktos taki jak sie smucil...usmiech poprosze!- rzekl powaznie.- Uhm.-mruknelam. -Kaciki ust do gory kochana.-zazartowal ,laskoczac mnie. Zaczelam sie smiac. -Przestan, nie laskocz mnie.- powiedzialam.
-Nazywam sie Justin Bieber i mam 24 lata.-oznajmil mi.- Ja jestem Ariana Grande i mam 17 lat.-odezwalam sie niepewnie. -Mloda jestes.-odparl on.- Tak,ale mam wrazenie jakbym byla tu od dawna...-wyznalam. -Czemu ja Ci to mowie, niepotrzebnie...-mowie. -Hej, pewnie po prostu chcialas sie podzielic-odparl. Wyczulam w jego tonie glosu ,ze sie spina. -Dlaczego sie spinasz.-zapytalam.
-Dlaczego, dobre pytanie. Dlatego,ze nie chce sie zakochac. Boje sie.-wyznal on.- A co jest przeszkoda...jesli dwie osoby sie kochaja to reszta jest niewazna.- mowie. - Masz racje, ale to nie takie proste.- odrzekl on. -Milosc sprawia,ze wszystko sie staje proste.- odezwalam sie.-Wiem. A teraz dobranoc...Ariano.-rzekl i ucalowal mnie lekko w policzek. Poczulam ,ze pali mnie gorac...
Jest super :D 5/5 :)
OdpowiedzUsuńAch,dziekuje kochana :D milo mi to slyszec xd
OdpowiedzUsuń