środa, 7 stycznia 2015

Rozdzial 2 Who says -punkt widzenia Vanessy i kto wie, czy Nathan zmieni swoj charakter...


Wlaczcie sobie ta  piosenke ! :D

Nazywam sie  Vanessa Hugdens i mam 19 lat. Mam gdzies, co swiat mysli o mnie. Robie to ,co mi sie podoba-a jak komus  nie pasuje, to niech spada. Przejelam dom Ari, tej nieszczesnej naiwnej dziewczyny co nabiera  wszystkich chlopakow, ze jest niewidoma! Co   z niej za suka! Nienawidze jej! Teraz pewnie sie gdzies  wloczy. Nikt nie przyjmie takiej jak ona.  Przeciez ja  wygladam lepiej od niej. - wszystko mam  tego,czego jej brakuje Zaczelam sie szykowac i uslyszalam,ze  ktos  puscil muzyke- moglam byc najwredniejsza osoba na swiecie ale i tak zawsze kochalam  spiewac. Czulam sie jak prawdziwa  dziewczyna,a nie jej wrak-tutaj wspominam o Ari! Popatrzylam w lustro i pomyslalam: piekna jestes! Cudna!-podziwialam sie  z kazdej strony. Gotowa  do wyjscia rzucilam jeszcze  okiem na siebie. Po  prostu super! Brakuje  jeszcze tylko usmiechu,ale to sie zalatwi.
Spotkalam Nathana rownie zlego jak ja. -Heeej masz moze jakis alkohol-zapytal juz troche wstawiony.-Taaak.-mowie. Siadamy gdzies i pijemy. Po kilku lykach mocnej wodki nie bylam w stanie utrzymac sie na nogach. -Hmmm.-zdolal  tylko powiedziec. I nic wiecej. Urwal mi sie film.
...
Odzyskalam  przytomnosc po jakims dluzszym czasie. Zaczela mnie strasznie bolec  glowa.
-Ugh,nienawidze kaca.-powiedzialam,probujac  wstac. Jednak nie udalo mi sie tego zrobic.
-Ugh...-powiedzial Nathan. Nie wiem, co sie stalo,ale jakims cudem znajdowalam sie w domu.
Polecialam do kibla i zwrocilam  wszystko, co wypilam. Potem polozylam sie. -Nic nie pamietam poza nasza krotka rozmowa.-powiedzial on.- Ja tez nie. Wezme  lekarstwa przeciwbolowe.-mowie.
-Daj mi, ja tu zaraz kurwa  umre.-odparowal.- Juz skurwysynie. Daj mi chwile.-odparlam. Siegnelam po leki. -Prosze,  wez.-burknelam.-To ja wychodze,  zobaczymy sie pozniej.-poinformowal mnie.
-Uhm,jasne.-rzeklam wesolo. Popilam je i ubralam sie. Postanowilam isc dzisiaj na te badania.
Zimny wiatr  sprawil,ze  resztki kaca uciekly.  Gdy znalazlam sie na miejscu dziwnie sie czulam.
-Dzien dobry, mam dzis termin.- mowie.-Zgadza sie pani Hugdens. U ginekolog.-odparowala.
-Na ktora.-pytam.-Zapraszam,  to na 14:00 ..-odparla. Zaprowadzila mnie. Wetschnelam.
-Pani powinna zadbac  o siebie, widac,ze miala pani ciezka  noc.- oswiadczyla ona.
Ech,kobieto...nie czepiaj sie. Zbadaj to,co trzeba i spadam stad. - Eee tam.-odpowiedzialam.
W trakcie ona zrobila  dziwna mine. Zastanawialam sie dlaczego. Nie moge  zniesc, jak ludzie patrza sie na moj wielki brzuch, Jestem gruba... musze schudnac.- No co sie stalo.-zapytalam.-Przeciez...-urwala. Tak wiem, przytylam jeszcze wiecej i ten tluszcz widac  wewnatrz mnie, zgadza sie. O,powiedz, ze  trzeba mnie na operacje  skierowac!  To jest dobry  pomysl. -Nie bede pani juz dluzej oklamywac.-mowi ona. Chodzilam do  niej od dluzszego czasu. Nie , nie pamietam od kiedy.
-Co...-rzeklam.- Jest pani w ciazy.-mowi.- I to nie pojedynczej,  spodziewa sie pani blizniakow.-rzekla.-  A  czemu sie pani dziwila.-  rzeklam.- Poniewaz wczesniej byla pojedyncza.-wyjasnila.
-To koniec...-rzeklam. Nie docieralo jeszcze do mnie,ze urodze...- Urodzi pani jeszcze dzisiaj, to ostatni miesiac.- wyjasnila. -Jezu,  ja myslalam...-zaczelam. Zrobilo mi sie bardzo smutno i spojrzalam tak:

-Ale to znaczy, ze   musze  definitywnie  skonczyc  z  tym, co mnie uzaleznilo!- zawolalam.
-Tak, definitywnie.- odparla ginekolog.Po wyjsciu  od  niej bylam cala  zaplakana:

Jednak nie moglam  dlugo rozpaczac,  poniewaz musialam  isc do szpitala. Jesli ktokolwiek z tych skurwieli sie dowie, to zadbam o to, zeby  cierpieli!!! Ale  kto jest  ojcem, to tego  sama nie wiem.
-Hej sala jest przepelniona.- powiedziala delikatnie pielegniarka.- Co mnie kurwa obchodzi! Chce juz sie po prostu ich pozbyc!- mowie. - Nie przeklinaj,mloda damo.- odpowiedziala.  Spojrzalam na nia.
-Prosze sie nie gapic, nie lubie tego.- burknelam wrednie. Nagle  stracilam przytomnosc...
...
-Van, obudz sie w koncu.- uslyszalam glos Nathana i otwarlam oczy.
-Co jest.-zapytalam,  nadal lezac. -Myslisz,ze my...-zaczal. -Nie wiem.-przyznalam szczerze.
-Ale to mozliwe...prawda.- zapytal. -Tak,ale...nie tylko Ty  byles  w  moim  zyciu..-wyznalam.
-Wiem.-  burknal. Byl mocno wstawiony widzac po jego twarzy.  Chcialam go uderzyc.Ale on mnie zostawil. -potem  zjawil sie lekarz. -Co ...-pytam. Czuje sie oslabiona. Czemu ja!!! -zadawalam  sobie pytanie.- Wszystko bedzie dobrze,  nie musi pani sie zajmowac  dziecmi...-zaczal.-Dziekuje...-mowie.-Poniewaz one nie zyja!!! Przez pani uzaleznienie od alkoholu!!!-wykrzyknal. -Jejku...-odparlam.  Kiedy  wypisali mnie, podeszlam do Nathana. On nigdy nie byl  i nie bedzie trzezwy.
-Nathan czas  odstawic alkohol, skurwielu. Pierdolony swiat. Uderzyl mnie w pierdolone najbardziej czule miejsce! Ludzie  to kurwy!!!-  wolam.- Cii,  bedzie dobrze.- rzekl. Nie zorientowalam sie,ze mnie przytulil.  Zmienie sie i przestane pic! Nathanowi tez  pomoge. - Zabiore i  wyrzuce to,co nas  tak cholernie zniszczylo...-mowie. I tak sie zaczelo wyrzucanie alkoholu. Nathanowi tez odebralam.
Staralam sie, zeby byl trzezwy. Po wielu godzinach stal sie trzezwy...- Hej, co jest.-zapytal.-Nie bedziemy pic...-zaczelam  zalamana.  Kurewsko durny swiat!!! Nie chce juz, by tak bylo!!!
-Skoro nie, to musze sie skupic na czyms innym...-powiedzial.-Kurwa, niedobrze. -dodal.
-Spokojnie. Damy rade.- rzeklam.  -Daj dupy, suczko.- mruknal wrednie.- Nathan, nie jestem  w  nastroju...-zaczelam. Lecz juz padlismy na lozko. - Nathan  uspokojmy sie...-mowie.-Jestem spokojny jak nigdy wczesniej.-odpowiedzial. Nigdy wczesniej nie przyszlo mi do tego,ze moglabym uprawiac seks ze swoim przyjacielem. A jednak-wszystko jest  mozliwe. -I nie nazywaj mnie suczka, skonczylam z  tym cholernym zawodem! Znajde porzadna  prace.-  odparlam. -Jesli kurwa  tak twierdzisz...niech Ci kurwa  bedzie.-  mowi. -Tak, cholernie tak, sto razy to cholerne tak.- rzeklam.
Patrzy na mnie. -Jestem trzezwy, prawda...-rzekl smutno. -Tak jak ja.- rzeklam. Popatrzyl na mnie.
-Nie, nie dzisiaj. Prosze.- rzeklam.- Nie wiem, co mam myslec, czuje sie zle.- odparl on. Znam go i wiem,ze potraktuje mnie tak jak inne..cholera!   Nie  trzeba bylo  sie  z nim zaprzyjazniac...
-Kurcze, Nathan wiem jaki jestes...-wyznalam szczerze.- Jaki.-zapytal. -Chujowy.-dogryzlam mu.
-Hah, spierdalaj.-odparl on. -O nie, nie  boje sie Ciebie.- mowie. -Ja  Ciebie  tym bardziej nie.-odparowalam. - Nie...-mowi on. -Myslisz, ze Cie zostawie.-pyta.-Tak.-mowie i patrze...



2 komentarze: